Utracone „lajki” = utracona reputacja?

Parę dni temu internetowa opinia publiczna z dużym zaangażowaniem komentowała błąd facebook’a, który sprawił, że wyzerowane zostały liczniki znaczników „lubię to” pod wpisami na wielu blogach i portalach. Integracja wtyczek społecznościowych jest jednym z podstawowych działań podczas stawiania nowych stron internetowych, ale czy słynne lajki są aż tak istotne?

Portale społecznościowe, a facebook w szczególności, zmieniły sposób w jaki zachowujemy się w sieci. Sam przyłapałem się na tym, że zamiast subskrybować newslettery, czy korzystać z czytników RSS, dodaję interesujące mnie strony do ulubionych na facebook’u. Pomysł był uzasadniony – administratorzy będą wrzucać najciekawsze treści, a rss pokazuje wszystkie, więc nie mam czasu by się przez nie przebić. Nie oceniam stron po liczbie lajków, ale dla wielu osób ma znaczenie zjawisko bycia w większej grupie, w tym wypadku „lajkujących”. Nikt nie polubił? To ja też nie, bo może coś tu nie gra (chociaż wpis jest super). 1234 osoby lubią to? Lubię i ja, idąc za głosem społeczności – myśli wielu.

O tym „kryzysie”, który – dodam – trwał kilkanaście godzin i miał miejsce tylko w Polsce, fajnie napisał The Daily Interactive:

Gdy nie było pod ręką już nikogo, na kogo można by przenieść swoją frustrację i z wszystkimi już się pokłócono, zaczęto wylewać żale nigdzie indziej, a na Facebooku. Poszkodowani zsolidaryzowali się, chcąc wspólnie dociec przyczyny tak nieprzyjemnej próby, z jaką przyszło im się zmierzyć. Co czterdzieści głów to nie jedna! Okazało się, że podnoszące ciśnienie zawirowania mają miejsce tylko w Polsce – a więc to znów wina Zuckergberga i Tuska. Trzeba było przeprosić programistę za wieczorną napaść. Poszkodowanym pozostała już tylko nadzieja, że jest to niegroźna wpadka facebookowych majstrów i że skoro świt wszystko wróci do normy, lajki cudownie zajmą swoje miejsce pod jak najbardziej godnymi ich obecności dziełami. Szczęśliwie, lajki wróciły jeszcze tej samej nocy i wszyscy poszli spać spokojnie.

I konkluzja, z którą się zgadzam, acz dla mnie utrata tych lajków byłaby mało istotna, nawet na crowdfunding.pl, bo cenny jest użytkownik, który czyta i wraca po więcej, a nie wchodzi, daje lajka i ucieka:

The Daily Interactive znalazł się w gronie poszkodowanych, modlących się o odzyskanie swoich lajków. To z pozoru błahe wydarzenie wczorajszej nocy uzmysłowiło mi jedną rzecz – jak nagle facebookowe lajki stały się jednym z najważniejszych elementów świadczących o jakości serwisu internetowego.

Jeszcze kilka lat temu lajk nie istniał – wartość serwisu była mierzony narzędziami analitycznymi, a odbiorcy oceniali portal po jakości i tematyce artykułów. Dziś prócz tych dwóch elementów, wydawcy muszą dbać też o to, by na ich stronie głównej roiło się od lajków, bo inaczej serwis wygląda na obumarły i nieciekawy, choćby był aktualizowany kilka razy na dobę.

W mojej opinii ważniejszym parametrem jest liczba fanów profili w różnych mediach społecznościowych. Zwłaszcza w czasach, gdzie kot gapiący się w okno może mieć więcej fanów, niż świetny tekst analityczny. Głos czytelników klikających kciuk skierowany do góry jest istotny, ale w zachłyśnięciu mediami społecznościowymi, nie można stać się zakładnikiem facebooka i innych. Dlatego, mimo iż administruje kilkunastoma fanpejdżami i mam własne konta na większości popularnych portali społecznościowych, subskrypcja tego bloga jest możliwa tylko via e-mail lub moje konto na twitterze. Może trochę stracę, ale nikt nie wytnie mnie ze świadomości odbiorców jedną decyzją developera google, czy facebook’a. Jakie jest Wasze zdanie?

Dodaj komentarz