Myślisz o własnym biznesie – pozwól mu znaleźć siebie

Spędziłem mnóstwo czasu na myśleniu o własnej działalności gospodarczej. Ba! Rozpisałem wiele biznesplanów i tych genialnych przedsięwzięć, którymi podbiłbym świat. Z uwagi na pracę mam też bezpośredni kontakt z wieloma inwestorami i instytucjami, które być może przekonałbym do wpłacenia „pół banieczki na świetny biznes”. To co na papierze i w głowie, ma znaczenie porównywalne do znawców sportu obstawiających u bukmachera, zamiast obstawiać odpowiednią pozycję na boisku. Czyli żadne.

Ja akurat sporą część mojego życia w czasie wolnym, a potem zawodowo poświęciłem finansowaniu społecznościowemu. Nie spodziewałem się jednak abberacji, które istotnie wpłynęły na moje życie, a wynikały z tego, że zastosowałem crowdfunding w praktyce. Nagle stałem się wydawcą i organizatorem konferencji. Oba przedsięwzięcia nie udałyby się, gdybym najpierw nie znalazł kilkudziesięciu odbiorców/klientów/wspierających, którzy własnymi pieniędzmi przekonali mnie do pójścia tą drogą.

projekty karol krol

Poza uzasadnieniem ogromnych korzyści stosowania crowdfundingu (o czym więcej na crowdfunding.pl), z rozpoczynania własnego biznesu płynie inny wniosek – pomyśl gdzie możesz zarobić pierwszą złotówkę. Do dupy są wszystkie pomysły, które mają potencjał, a nie mają choćby podpisanej deklaracji złożenia zamówienia przez jakiegokolwiek klienta. Droga do sukcesu jest długa i trudna, ale może pomysłem na siebie jest zaproponowanie potencjalnym zainteresowanym własnego, dobrze przemyślanego pomysłu i zapytanie o cenę, jaką zapłaci. A następnie pobranie tych pieniędzy, albo symboliczne spisanie zamówienia na serwetce! Lepiej o ułomności pomysłu dowiedzieć się przed przepaleniem kapitału.

Testuj, pytaj, prezentuj, zbieraj opinie – i nie bój się o kradzież pomysłu. Jeśli jest łatwy do powielenia, to znaczy że i tak nie przyniesie kokosów, skoro Ty nie stanowisz w nim przewagi konkurencyjnej. Nie ma prostej recepty, ale warto próbować, bo wstępne zainteresowanie odbiorców to ogromny motywator do ciężkiej pracy i nauki, a wystawiona faktura jest na drugim miejscu po dobrym orgazmie w hedonistycznym rankingu wszechczasów.

P.S. Pomysłem na biznes z reguły nie jest odpowiedź jak nie płacić, tylko „jak sprawić by Tobie zapłacili”. Nie zachowuj się zatem w Twoim koncepcyjnym planowaniu sukcesu jak Polacy na Malcie, którzy zamiast zapłacić 0,50 euro, by dostać się na plażę po drugiej stronie zatoki, pchają swój dobytek (aparaty, portfele, ręczniki, jedzenie) przez zatoczkę w workach na śmieci wypełnionych powietrzem. True story, bro!

polak cwaniak2

Dodaj komentarz