Magia NDA

Mam świetny pomysł, szukam inwestora, ale najpierw umowa o poufności – powiedział. – Do widzenia! – inwestor odłożył słuchawkę. I prawidłowo, bo NDA, czyli umowa o poufności jest często nadużywany przez pomysłodawców.

concept _129_

Każdy pomysł w głowie jego autora jest najlepszy, najbardziej przychodowy i mówiąc wprost – genialny. Naturalny jest zatem fakt, że podzieli się nim jedynie z tymi osobami, które nie wezmą się od razu za jego kopiowanie. Nie zadają sobie jednak kilku podstawowych pytań:

  • Inwestor, który nie tworzy, a finansuje  proces tworzenia nie jest zainteresowany kopiowaniem, po co więc miałby podpisywać deklarację (w uproszczeniu) nie wykorzystania tego pomysłu?
  • Inwestor jeszcze nie wie o co chodzi, ale już ma się podporządkować pomysłodawcy, może warto zacząć od teasera, a eNDiAjem „przykryć” liczby, technologię i wrażliwe informacje?
  • Skoro inwestor ma mnóstwo spotkań z projektodawcami, sporo spółek portfelowych i prawdopodobnie większe pojęcie o tym, co się dzieje na rynku, to w rozmowie z Tobą mógłby przypadkiem zdradzić wartościowe porady. Hmm, może to nie Ty powinieneś przedłożyć NDA do podpisu przed spotkaniem?
  • Skoro pomysł jest łatwy do skopiowania, a Ty nie jesteś źródłem jego wartości i przewagi konkurencyjnej, to przecież i tak wszyscy go skopiują (bo jest genialny).
  • Inwestor musi być Twoim przyjacielem, więc stawianie płotu przed podaniem ręki może okazać się złym pomysłem…

Inną kwestią jest trudność w dochodzeniu roszczeń związanych ze złamaniem umów o poufności. W większości przypadków jednak, podpisanie takiego dokumentu nie jest uzasadnione, a na pewno nie podczas spotkania. Zaplanuj komunikację i sprzedaż pomysłu tak, by to inwestor chciał się poddać takim ograniczeniom, by poznać szczegóły przedsięwzięcia, w którym widzi potencjał.

Ciekawe doświadczenia w tym temacie ma Sebastian Kwiecień:

Zaczynając od początku… kiedyś (circa koniec 2007) podpisywałem NDA od razu, bez zastanowienia się. To wynikało z dwóch spraw:

  1. brak własnych projektów – nie mogło być konfliktów interesów
  2. brak doświadczenia i wiedzy jakie mogą być następne kroki i komplikacje przy podpisaniu takiego dokumentu

Teraz wygląda to inaczej – jestem “zamieszany” w kilka projektów i spółek, więc nie podpisuję NDA z góry, nie wiedząc nic o projekcie. To wynika z tego że:

  1. jeśli podpiszę w ciemno a potem dostanę dokumenty i okaże się, że to dokładnie taki projekt jak jeden z tych, w które jestem zaangażowany to mamy *bardzo* niezręczną sytuację – nawet jeśli zniszczę dokumenty bez dogłębnego czytania, a potem w “moim” projekcie pojawią się podobne pomysły (co jest pewne na 100%), będziemy mieli “jazdę”
  2. wiem, że biznes da się tak opisać, aby nie zdradzić istotnych biznesowo szczegółów, na to przyjdzie czas gdy inwestor podejmie decyzję o zaangażowaniu i sam zechce podpisać NDA – a jeśli nie da się tak opisać biznesu to znaczy że coś jest nie tak (np. słaby, niekompletny team, np. brak doświadczenia itp, np. komuś się nie chce).

To co z tym podpisywaniem NDA?

Dodaj komentarz