Jak „wygrać internety” i się wypromować – dobry przykład

Internet rządzi się swoimi prawami. Firmy mają spore budżety na prowadzenie komunikacji, ale nigdy nie wiadomo co „zażre” i przełoży się na faktyczne zaangażowanie internautów lub kreowanie wizerunku.

Youtube jest specyficzny i popularność zdobywa narracja w stylu Gonciarza, który zmienia się nagrywając swoje filmiki, są też chłopaki z AbstrachujeTV, którzy dość obektywnie są prześmieszni w swoich obserwacjach rzeczywistości i wyśmiewania jej, ale koncentrują się na prostych (więc nośnych) tematach, jest też np. mediafun, który merytorycznie i celnie opowiada o branży marketingu (nierzadko w formie mało efekciarskich, ale wiarygodnych samojebek). A oddzielną kategorię tworzą jednorazowe strzały amatorskich vlogerów, którzy znają „internety” na tyle dobrze, że dodając pierwiatek profesjonalnego nagrania i montażu robią dobrą robotę… i zdobywają popularność. Świetny przykład kolejny raz daje Michał Sadowski z brand24.

Michała powinniście kojarzyć ze słynnego refrenu „robię startupy, prosto z kanapy, internety robie, imponuje sobie (sic!)”. Zagłosujcie na Michała!

Warto korzystać z pozytywnych przykładów i zaplanować swoją obecność w internecie na ich podstawie. Obecnie sporo mówi się, także w mediach elektronicznych, o blogerze od tatara Sokołowa i tym, że sporo znanych lub „to-be-znanych” blogerów i vlogerów wykorzystuje rozdmuchany kryzys social media firmy, żeby zaistnieć. W rzeczywistości markę można budować jednak nie przez pryzmat infantylnej komunikacji nastawionej na youtubowe suby czy przeglądarkowe odsłony, tylko ciekawej, inteligentnej, zabawnej i szczerej komunikacji, jaką pokazuje Michał, zwany też bitsy boyem. 🙂 On z pewnością wie, że głosowanie może przegrać, ale swoim zaangażowaniem może przyprowadzić do firmy kilku dziennikarzy i przede wszystkim klientów. I dlatego jest to znakomity przykład.

Zresztą doświadczenia związane z promocją i robieniem crowdfundingu w Polsce, czyli działalności bardzo internetowej, sprawiają, że nie wierzę w liczbę subów, odsłon, kliknięć i lajków. Liczy się akcja, tzw. konwersja, a na koniec dnia – pieniądze na stole. Możesz mieć pół miliona subów którzy obejrzą film lub jednego klienta, który zapłaci. Większość ludzi bardziej docenia „akcję” tej pierwszej grupy, Ci co zarabiają – tej jednej osoby. Jeśli internet jest drogą do jej pozyskania, to warto zawalczyć.

Likeeeee this fanpage

P.S. Po dyskusji po udostępnieniu tego wpisu dodam jeszcze kilka informacji:
-Michała subskrybuję na fb – kilka razy już wygrał internety, ale nie za to go śledze, a za bycie współtwórcą świetnego=przydatnego i wartego ceny biznesu
-przez znajomości w branży jego filmik widziałem na fb i twitterze u kilkudziesięciu osób, ale sam go nie udostępniłem
-i w końcu, niedawno odezwałem się do Michała w sprawach biznesowych i stwierdzam, że ja jako prezes różnych spółek nie zawsze tak szybko i tak dobrze reaguje na niaetypowe propozycje współpracy

Kliknij, kuretka-na-bacie*, w link wrzucony powyżej i zagłosuj na niego!

*tak mawiał jeden z lokalnych brydżystów podczas turnieju, w którym przegrałem nagradzane miejsca z Januszem Korwinem-Mikke, oczywiście jak zawsze w muszcze…

Dodaj komentarz